Weterynarz

Dzisiaj byliśmy z Tarą u weterynarza.
Jechaliśmy tam już miesiąc temu, bo Tara obsesyjnie lizała sobie łapę. Okazało się, że nadwyrężyła sobie paznokieć i zrobiła jej się tam ranka. Przez tydzień dostawała antybiotyk i niby wszystko było dobrze. Wczoraj zauważyłam, że łapa jest w złym stanie, jest czerwona, a Tara znowu ją liże. Pojechaliśmy z tatą na weterynarza. Och, ale koncert zrobiły z innym owczarkiem ;) Chyba czekaliśmy z tatą z godzinę. Kilka minut przed tym jak wchodziliśmy przyszli ludzie z pół-rocznym owczarkiem. No to jak się rozszczekały na siebie, to aż pani weterynarz się zaśmiała :p
W gabinecie Tara leżała grzecznie, tata trzymał smycz i obrożę, a ja głaskałam ją po brzuszku i głowie. Do tego jeszcze mówiłam do niej spokojnym tonem "Spokojnie Tarunia, wszystko będzie dobrze, przecież jesteś dzielna". Weterynarz nawet chwaliła mnie, że mam podejście do psów i śmiała się, że każdy pies powinien być tak głaskany u weterynarza. Tara dostała kilka zastrzyków. Okazało się, że od szczeniaka paznokieć się źle zrastał, a do tego doszło jeszcze zapalenie. Możliwe, że jeśli już nie będzie wyjścia konieczna będzie operacja, w celu przestawienia paznokcia na właściwy tor. Na razie jednak łapa Tary została posmarowana maścią i owinięta w opatrunek, w czwartek mamy przyjechać na kontrolę. Coś tak myślę, że ten opatrunek do jutra rana nie wytrzyma ;) Ale pani weterynarz powiedziała, że nie musi wytrzymać do rana, ważne, żeby ta maść dobrze się wchłonęła.
To tyle, niedługo napiszę znowu. Pa!