Od szczeniaka na łańcuchu

Cześć!

Dzisiaj nietypowa notka, pisana "okiem psa". Od razu piszę, że historia niżej opisana jest prawdziwa i oparta na faktach, ale nie ma być w żaden sposób obraźliwa dla właścicieli czworonoga. Piesek opisany poniżej pochodzi ze schroniska, ale nie z naszego, gdyż nasze schronisko 11 lat temu jeszcze nie istniało :)

Aha i... 0 komentarzy pod ostatnimi dwoma notkami? :( Wiem, że część z Was mogła wyjechać na wakacje, ale bez przesady! Nie wszyscy akurat teraz gdzieś powyjeżdżali, ale wiem, że wchodzicie na mojego bloga, bo wejścia się naliczają, a nie mogą naliczać się z mojego komputera, bo ustawiłam sobie, że jak jestem zalogowana na swoje konto to się nie naliczają... Proszę, dla Was komentarz to minutka, a dzięki temu wiem, że podoba Wam się mój blog. Nie zrezygnuję z blogowania, bo lubię pisać, ale tak z 2-3 komentarze pod notką zawsze mnie cieszą : ))

Ok, przejdźmy do tytułu notki.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć! Mam na imię Rufus i o ile się nie mylę, jestem na tym świecie 11 lat, ale już przestałem liczyć, bo uznałem, że to nie ma sensu... Gdy pierwszy raz otwarłem oczy zobaczyłem kraty i psy. Dużo krat i dużo psów. Nie wiedziałem o co chodzi i właściwie się nad tym nie zastanawiałem. Skupiałem się głównie na zabawie z rodzeństwem, bo co ma robić taki kilkudniowy szczeniak? Gdy już trochę podrosłem, ktoś po mnie przyjechać i wsadził do czegoś, zwanego "samochodem". Nie chciałem rozstawać się z mamą, ale nic nie mogłem zrobić. Byłem bezsilny. 
Gdy dojechaliśmy na miejsce, przypięto mnie do łańcucha. Próbowałem go gryźć, ale mi się nie udawało. Na początku ludzie wychodzili ze mną na spacery i było naprawdę fajnie. Uwielbiałem obsikiwać drzewa i biegać razem ze swoimi właścicielami. Po kilku latach na świat przyszło dziecko. Nie takie duże jak chłopacy, którzy wcześniej się mną zajmowali, ale strasznie malutkie. No i od tamtego czasu przestałem wychodzić na spacery. 
Od tego czasu minęło już prawie 7 lat, ale nic się nie zmieniło. Co jakiś czas udaje mi się uciec z łańcucha, a wtedy słyszę od swoich właścicieli, że jestem "niegrzeczny". Nie wiem co to znaczy, ale wiem, że mówiąc to nie są zadowoleni. A przecież gdyby oni całe życie byli przypięci do łańcucha, to też od czasu do czasu chcieliby uciec, odwiedzić stare kąty! Teraz staram się patrzeć na swoje życie samymi pozytywami, bo inaczej bym się chyba załamał. Mam własną budę, łańcuch, dwie miski. O, nawet taka miła sąsiadka przyniosła mi raz taką śliczną, metalową miskę i zostawiła! Jestem dumny z tej miski i dbam o nią jak tylko się da, chociaż już trochę się pobrudziła... Umyłbym ją, ale nie mogę wydostać się z łańcucha. Obok mojej budy stoi jakiś stary korzeń, którym uwielbiam się bawić. Czasem próbuję go przewrócić, ale jest za ciężki. Innym razem go gryzę, bo przecież muszę znaleźć sobie coś do roboty. Pan zawsze, gdy to robię, na mnie krzyczy. Ale przecież, gdyby zależało mu na tym korzeniu, to by go stamtąd zabrał, prawda?
Wiem, że z głodu na pewno nie zginę, bo jedzenia dostaję dużo, nawet za dużo, ale cóż, jem, bo nie chcę, żeby ktoś mi je zabrał. Oczywiście nie jest to jakaś markowa karma, taka np. jaką jedzą psy sąsiadów, tylko resztki z obiadu, ale mimo to nie narzekam.
Czasami przyjeżdża do nas taka dziewczynka, przywozi mi smakołyki, bierze na spacer, a nawet głaszcze po brzuszku! Uwielbiam głaskanie po brzuszku, wiecie? Niestety, ta dziewczyna odwiedza nas rzadko, ale nigdy nie przejdzie obok mnie obojętnie. Zawsze się ze mną wita i żegna, no i jak mnie widzi, to pachnie radością. Raz przyjechała nawet z taką dużą suczką i byliśmy razem na takim dłuuuuuuuugim spacerze, aż pod lasem! O ile się orientuję, ta suczka miała na imię Astra. Wydawała się miła, ale nie pozwolono mi do niej podejść. Mimo to, chciałbym, żeby przyjechała jeszcze raz, bo wiem, że znowu poszlibyśmy na taki strasznie długi spacer! 
Często, gdy pani przychodzi dać mi jeść, wzdycha ciężko i mówi coś o "ogrodzeniu i pieniążkach". Pachnie wtedy smutkiem, a ja nie chcę żeby tak pachniała, więc macham ogonem na pocieszenie. Co prawda, tego "ogrodzenia" od wielu lat już nie mamy, ale co z tym związanego mają "pieniążki"?? Zawsze, gdy ludzie o nich rozmawiają, są smutni i przygnębieni. Nie wiem czym są "pieniążki", ale myślę, że to jakieś złe istoty, które chcą opanować świat i zasmucić wszystkich ludzi. Mam nadzieję, że ludziom da się je przegonić, bo chcę, żeby byli weseli! No i moi drodzy, to koniec mojej historii. Tak mija dzień za dniem, noc za nocą. Czasem zastanawiam się czy to, co robiłem dzisiaj, nie robiłem wczoraj, albo to co robiłem wczoraj nie robiłem dzisiaj... Cóż, pieskie życie, powiadają. Nie wiem ile jeszcze pożyję, chociaż trzymam się dobrze. Co prawda, trochę bolą mnie czasem zęby no i co chwilę się drapię, ale ogółem jest okej. Jestem pewny, że kiedyś, za tęczowym mostem, będę mógł biegać ile mi się podoba... Będę wtedy spoglądał na swoich właścicieli z góry i może, kto wie, będą weseli?

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To tyle. I jak Wam się podobała opowieść Rufuska? :)

Dzisiaj byłam w zoologicznym i kupiłam karmę dla królika, smakołyki i kosteczki dla psów oraz śliczne tło do akwarium. Niedługo może wstawię fotkę : ))

Jejku, jaka ta noc była koszmarna... Około północy zachciało mi się jeść, więc zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Potem zasnąć nie mogłam (jak zwykle) i było mi strasznie gorąco. W końcu zasnęłam, ale budziłam się wiele razy, bo śniły mi się jakieś koszmary o kotach... ;P Później obudziłam się, bo miałam w pokoju otwarte okno, a psy zaczęły szczekać w najlepsze. No i że tego wszystkiego było mało, nad ranem obudziły mnie dwie okropne muchy, które nie chciały ze mnie zejść... :/// Po prostu super, w ogóle się nie wyspałam :/// Byle dzisiaj lepiej mi się spało...

Do napisania!

"Prezent"

Cześć!

Dawno nie miałam takiego męczącego dnia... Pomijając większość rzeczy, które z pewnością Was nie zaciekawią, od razu przejdę do sedna. A więc dzisiaj tata zadzwonił i powiedział, że mam przyjść na podwórze. Nie wiem dlaczego, ale pierwsza myśl, która jako pierwsza przeleciała mi przez głowę, była "Może znalazł szczeniaka?". Niewiele się pomyliłam.
Wyszłam na podwórze. Tata podał mi jakąś reklamówkę i kazał zanieść do kuchni. No to ją wzięłam i popatrzyłam co w niej jest. Jako pierwsze w oczy rzuciły mi się napełnione wodą butelki po coca coli i tymbarku. "Pewnie tata wziął do pracy i nie wypił" - pomyślałam. Nie dochodziłam co jeszcze jest w worku, tylko położyłam go na szafce i wróciłam, bo tata mnie o to poprosił. Pokazał mi jeszcze jedną reklamówkę. Zajrzałam do niej i zamarłam. W reklamówce było akwarium! Dopiero wtedy przypomniałam sobie, że pewna ciocia, która rzadko nas odwiedza, raz powiedziała, że da mi w prezencie żabkę i rybkę, ale w to nie uwierzyłam. Okazało się, że to prezent od niej. Tak więc od dzisiaj, oprócz dwóch psów, królika i 13 patyczków, mój dom zamieszkują również dwie żabki, bojownik, dwa glonojady i jedna rybka, której gatunku jeszcze nie odgadłam. Przyznam, że się tego nie spodziewałam i średnio mi się to wszystko spodobało, głównie dlatego, że mama była zła, że jej o zgodę nikt nie zapytał. Na szczęście już wszystko jest dobrze, znaleźliśmy miejsce w którym będzie stało akwarium, a że tacie wiele lat marzyło się akwarium, przyrzekł, że będzie się rybkami opiekować, gdy nie będę mogła. Dodatkowo do akwarium dostałam taką siatkę, do łapania stworzonek, gdy akwarium będzie czyszczone, dwie rodzaje karm, takie coś do odsysania wody i... żywe robaki! Dostałam je w takim pudełeczku i jeszcze ich nie wyciągałam, ale nie wyobrażam sobie dawać ich żabkom... Chyba będzie robił to tata! Fuuuj! Widziałam na dnie akwarium te robaczki i wyglądają jak takie czerwone niteczki, a niektóre jeszcze się ruszały...
Ok, kilka zdjęć:
Bojownik
Akcesoria, które dostałam.
Żabki.
No i w końcu akwarium na swoim miejscu : )
 Na dzisiaj to tyle. Pa!

Wiosenne zdjęcia latem

Cześć!

Wiem, że jest lato, ale mam jeszcze bardzo, bardzo, bardzo zaległe zdjęcia Tary i Tropka, więc je dodam. Ale najpierw zdjęcie naszej przyszłej mamy, Molly:

A teraz zdjęcia moich miśków :) 

 Tropek na swojej własnej kanapie, która kiedyś stała u nas w domu, ale była już stara i w dodatku sprężyny w środku zaczęły pękać, więc teraz stoi w ogródku i służy za posłanie dla psów :33

 Ok, to tyle. Napisałabym coś jeszcze, ale jestem tak wykończona dodawaniem ponad 60 zdjęć, że może zrobię to jutro... ://

Do napisania!