Jaka karma... taka karma

Często, szukając karmy dla swojego pupila, sięgamy porad na różnych forach internetowych. I o ile na forum poświęconym psom możemy uzyskać w miarę przemyślane odpowiedzi, o tyle na stronach typu zapytaj, często na nasze pytanie odpowiadają ludzie, którzy o psach, a tym bardziej karmach nie mają zielonego pojęcia.
Kolorowe reklamy ze zdjęciami uroczych szczeniaków kuszą, a zachwycenie sąsiadki, której jamniczek uwielbia Pedigree, jeszcze bardziej zachęcają do zakupu karmy. Mnóstwo razy, zwracając ludziom uwagę dotyczącą karmy, słyszałam odpowiedź, że ich pies uwielbia tą karmę, jest po niej zdrowy i ma lśniącą sierść. Uwielbiać może, bo ludzie też lubią fast foody. Zdrowy jest, ale na zewnątrz, a lśniąca sierść raczej nie jest zasługą marketingowej karmy. Jednak tłumaczenie, co w tej karmie się znajduje i jaki ma wpływ na psy, rzadko pomaga przekonać ludzi do kupienia czegoś lepszego. Właśnie dlatego postanowiłam wykonać prosty eksperyment, który może lepiej przemówi do niektórych osób.
Do celów eksperymentalnych wykorzystałam trzy rodzaje karmy:
Poniżej podaję składy karm:

Pedigree (dla szczeniaków): Zboża (w tym 4% ryżu), Mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (w tym 14% kurczaka), Oleje i tłuszcze (w tym 0.25% oleju rybnego, 0.2% oleju słonecznikowego), roślinne ekstrakty białkowe, Produkty pochodzenia roślinnego (w tym 2.5% wysłodków buraczanych).

Chappi: Zboża, Produkty pochodzenia roślinnego, Mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (w tym 4% drobiu), Substancje mineralne, Oleje i tłuszcze.

Cibau: Suszone mięso z kurczaka (32%), ryż (25%), kukurydza (32%), tłuszcz z kurczaka (7%), mączka rybna, suszona pulpa buraczana (4%), olej z ryb (2%), olej roślinny (1%), chlorek sodu, suszone drożdże piwne (0.3%).

Karma wymieniona jako ostatnia co prawda nie jest marketówką, ale do najlepszych również nie należy, dlatego postanowiłam ją porównać z pozostałymi, o nieco gorszym składzie.
Eksperyment polegał na włożeniu granulka każdej z karm do wody na dobę, z tym, że pojemniczek z Chappi i Pedigree zamknęłam. Po włożeniu do wody granulki wyglądały tak:
Chappi (duży granulek) i Pedigree (mały granulek)
Cibau
 Następnego dnia spojrzałam do pojemniczków i to co ujrzałam, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania.
Chappi i Pedigree
Cibau
 Woda w pojemniczku z Chappi i Pedigree zabarwiła się na żółto. Jeśli tak się stało po pozostawieniu w wodzie dwóch granulków tej karmy, to aż strach pomyśleć co dzieje się z żołądkiem psa, który taką karmę je codziennie! Na dodatek, po otwarciu pojemniczka zapach karmy było czuć w całym pomieszczeniu. Chrupek Cibau również napęczniał, ale nie zabarwił wody na inny kolor i nie wydzielał tak intensywnego i nieprzyjemnego zapachu.
Dzięki takiemu eksperymentowi możemy zauważyć też, ile zapychaczy znajduje się w takiej karmie, jak ona mocno pęcznieje w żołądku psa, przez co czworonogów jeszcze bardziej tyje, a większości składników karmy jego organizm po prostu nie przyswaja i są one wydalane.
Porównując:
Cibau
 Pedigree
 Chappi
Nie wierzycie? W takim razie wykonajcie taki eksperyment sami i przekonajcie się na własne oczy!

Ps. Bardzo proszę Was o wypełnienie ankiety dotyczącej mojego bloga, za wszystkie odpowiedzi z przodu dziękuję :) KLIK!

Recenzja Cracle Ball

Jakiś czas temu prosiliście mnie o recenzję Cracle Ball, którą Tosia dostała pod choinkę. Zdecydowałam się kupić piłkę ze względu na pozytywne opinie innych blogerów i właścicieli zaprzyjaźnionych psiaków, ale też z ciekawości... piłka wydająca odgłosy butelki?
 Z początku martwiłam się, że będzie dla Tosi za duża. Większość jej piłeczek jest mniejsza i miększa od Cracle Ball. Nic bardziej mylnego! Dzięki otworom w piłce, Tosia bez trudu nosi ją w pyszczku.
Piłka stała się teraz jednym z najważniejszych akcesoriów spacerowych... ale od początku :)

Pierwsze wrażenie

Ścisnęłam piłkę, aby wydała odgłos trzaskania. Tosia spojrzała na mnie z pytającym wyrazem pyszczka: "masz butelkę?". Kłamstwem byłoby, gdybym powiedziała, że Tosia od razu zakochała się w piłce. Nieee... Piłka kilka dni leżała, nieruszona i dopiero po pokazaniu Tosi jak Cracle Ball działa, zaczął się dziki szał, bieganie z piłką po domu i zabawa.

Wykonanie

Wykonanie piłki miło mnie zaskoczyło - jest zrobiona z twardej i wytrzymałej gumy, na której nie widać śladów zębów. Gumowe wypustki sprawiają, że nigdy nie wiadomo, w którą stronę odbije się piłka, dzięki czemu psiak ma jeszcze większą zabawę. W środku Cracle Ball znajduje się plastik, przypominający twardą butelkę. Niestety, podczas zabawy plastik zaczął się przesuwać, a od ząbków Tosi porobiły się w nim wgłębienia. Na szczęście suni ani trochę nie przeszkadza to w zabawie, piłka nadal jest tak samo atrakcyjna ;)

Zabawa  

 Ogromnym plusem zabawki jest to, że po rzuceniu odbija się w niespodziewanym dla psa (i właściciela) kierunku. Pies uwielbia ją gryźć i memłać, potrafi zająć się Cracle Ball na długi czas. Na początku, aby zachęcić Tosię do piłki, wrzucałam do niej smakołyki, teraz, gdy plastik się przesunął, jest to niemożliwe, ale i bez tego sobie radzimy. Piłka jest świetna jako nagroda za dobrze wykonane zadanie, bardzo Tosię motywuje. Przyznam, że miałam obawy przed kupnem piłki, ponieważ mamy już kilka zabawek z podobnego tworzywa i Tosia nigdy się nimi nie interesowała. Z Cracle Ball było zupełnie inaczej! Wprawdzie nie od razu, ale stopniowo, pomału, Tosia coraz bardziej zaczęła nabierać zainteresowania nową zabawką, a teraz nie ma dnia bez zabawy piłką. Na szczęście, po zabawie na dworze bardzo łatwo piłkę umyć :D

 Dla kogo Cracle Ball?

Piłka jest idealna dla psów wszystkich ras, choć dla mikroskopijnych psiaków, np. chihuahua, może być za duża. Fajnie byłoby, gdyby piłka występowała w kilku rozmiarach. Nie nadaje się dla psów, które lubią "pastwić się" nad zabawkami, takich jak Tara, która ubóstwia wszelkiego rodzaju butelki, ale wystarczy kilka kłapnięć zębami, a one już są dziurawe. Tropkowi Cracle Ball nie przypadła do gustu, bo on lubi piłeczki, które można ścisnąć i nosić w pyszczku, ta jest dla niego za duża i za twarda. 
Piłka nie jest też odpowiednia dla psów strachliwych - wiem, że są psiaki, które boją się nawet piszczących zabawek (na szczęście żaden z mojej trójki do takich nie należy), dlatego trzaskające odgłosy, które wydaje piłka, mogłyby takiego czworonoga jeszcze bardziej przestraszyć. 
 Polecam, piłkę kupiłam w zooplusie, za jedyne 7,80 zł.
Wybaczcie jakość zdjęć, ale gdy je robiłam, było już ciemno. Tak to jest, jak wraca się ze szkoły po czwartej...
Podsumowując:

+ wytrzymała, mocna guma - nie widać na niej śladów zębów
+ psy ją uwielbiają
+ przystępna cena
+ łatwo ją wyczyścić
+ do środka można włożyć smakołyki    
+ piłka odbija się w różne strony  

- plastik w środku szybko się niszczy i przesuwa
- za duża dla malutkich czworonogów, np. chihuahua czy york (dostępna tylko w jednym rozmiarze)

"Motto kota: nieważne, co zrobiłeś - zawsze próbuj, by wyglądało na to, że to sprawka psa"

Ostatnio odwiedzałam sporo osób, z psem, jak i bez. Wydarzenia te były dla Tośki dobrą okazją do socjalizacji - zwłaszcza w kwestii szczekania. Czy są jakieś postępy? Marzenie ściętej głowy.

No dobrze, może trochę przesadzam, ale nadal nie jest tak, jak być powinno.
Najpierw opowiem o wyjeździe do Wrocławia, którego tyczy się tytuł dzisiejszego posta. Tosia miała aż trzy okazje do socjalizacji - pierwszy raz była w tak dużym mieście, w bloku i bezpośredni kontakt (o ile kontaktem można to nazwać) z kotami.
Na 2,5 godzinnym spacerze po Wrocławiu nie mogłam ukryć dumy! Tosia szczekała sporadycznie i kończyło się na dwóch-trzech szczeknięciach. Niestety, na początku spaceru spotkała nas niemiła sytuacja, która zestresowała bardziej mnie, niż mojego psa. Szłyśmy chodnikiem na którym stały dwie kobiety. Rozmawiały ze sobą, a ich psy biegały nieopodal (rzecz jasna bez smyczy). Łaciaty pies w typie JRT podbiegł do Tosi, z zamiarem obwąchania się. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby biały kundel nie podbiegł do Tośki i jej nie zaatakował. Szybko odciągnęłam Tosię od psa, a mama odganiała go reklamówką. Właścicielka psa, zamiast zareagować, stała i gapiła się na swojego psa i mówiła, że nigdy się tak nie zachowywał. Byłam przekonana, że takie rzeczy dzieją się tylko w zadupiach takich jak moje miasto, ale najwidoczniej jest inaczej...
Po przykrym incydencie udałyśmy się do bloku cioci. Na windę Tosia nie zwróciła uwagi - ot, taki se mały pokoik, w którym się stoi. Nic wart zainteresowania. Wchodzimy do mieszkania, Tosia jest na rękach. Rozbieram się, wchodzę do pokoju - kot! Nie, dwa koty. Dwa koty! Dwa wielkie, grube stworzenia, gapiące się na ciebie jak na kosmitę! I się zaczęło. Jeden kot zwiał do pokoju i siedział tam, dopóki nie wyszliśmy, drugi schował się pod choinką i warczał. Tak, koty potrafią warczeć. Położyłam Tosię na ziemi. Nieśmiało podeszła do kota, z zamiarem obwąchania się, ale omal nie dostała po nosie i postanowiła omijać koty szerokim łukiem. Oczywiście nie obyło się bez szczekania - kot na mnie furczy, a ja mam puścić to mimo uszu? Nigdy w życiu.
Nie dajcie się zwieść tej minie...
Po pewnym czasie uspokajania psa, wpadłam na pomysł. Miałam ze sobą kaganiec materiałowy (nigdy nie był potrzebny, ale wożę go ze sobą na wszelki wypadek). Gdy Tosia zaszczekała, zakładałam jej kaganiec, ale tylko na rzepę, więc mogła spokojnie otwierać pyszczek kiedy tylko chciała, lecz mimo wszystko był to dla niej dyskomfort. Suczka się uspokoiła = zdejmujemy kaganiec. Szczek = kaganiec. Tośka szybko załapała i już po krótkim czasie o szczekaniu nie było mowy.
Cieszę się z wyjazdu do Wrocławia, zwłaszcza spacer należał do udanych. Co druga osoba, którą mijałyśmy, miała psa na smyczy, Tosia mile mnie zaskoczyła, obwąchując się ze wszystkimi czworonogami i nie warcząc na żadnego (szczekała tylko na jednego owczarka niemieckiego, ale widziała go tylko z daleka). Wyjazd zaliczam na wielki plus.

Kilka dni po tym byłyśmy z mamą (bez Tosi) w Ziemlinie. Pogoda była paskudna, a moja rodzina ma sporo psów i nie wiedziałam, jak zareagują na Tosię, a na dłuższy spacer raczej nie było warunków.
Gdy tylko przekroczyłam próg domu, spotkała mnie niespodzianka - shih-tzu! Nie miałam pojęcia, że mają też psa w domu. Spojrzałam na Maksia, grubiutkiego, zadbanego, "rasowego" psiaczka, błogo wylegującego się  na swoim legowisku, a potem na resztę psów. Kora (owczarek niemiecki), Kaziu (stary kundelek) i wyżeł (nie wiem jak ma na imię) mieszkają w kojcu. Nie są prawie wcale wypuszczane. Oprócz czwórki czworonogów jest jeszcze Perła - mała, starszawa kundelka, o skołtunionej sierści i ogromnym serduszku, która tak właściwie nie ma nawet własnej budy... Ciocia mówiła, że "dzieci chciały pieska w domu", więc złożyły się i kupiły pieska za 300zł. Oczywiście piesek jest rasowy. Co z tego, że nie ma rodowodu? Gdy zwróciłam cioci uwagę, ona odparła, że oni nie chcą z psem jeździć na wystawy, więc po co mu rodowód? Nie ma to jak kupować kolejnego psa, bo te stare i duże się już znudziły...
Shih-tzu ma rok i nigdy nie miał styczności z nauką, ale wzięłam trochę smaczków (dla pozostałych piesów) i postanowiłam nauczyć go "siad". Maksio na widok smakołyka nie reagował zbyt entuzjastycznie. Najpierw trzeba podłożyć pieskowi smaczek centralnie pod nos, żeby poczuł zapach. Gdy już poczuje, to kilkanaście sekund zastanawia się, czy go zjeść. Gdy w końcu się decyduje, bierze smaczek z mojej dłoni i idzie w kącik, żeby spokojnie go skonsumować. Nie potrafiłabym pracować z takim psem, samo nagradzanie trwa ponad minutę...
Udało mi się nauczyć psiaka "siad", potem próbowałam jeszcze "daj łapę", ale psiak za nic nie mógł zrozumieć o co mi chodzi, więc dałam sobie spokój. W porównaniu do Maksia, moje psy to istne torpedy - na widok smakołyka robią dziesięć sztuczek na raz, na widok piłki nie potrafią ukryć podekscytowania, a Maksio? Rzuciłam mu piłkę, a on spojrzał na mnie, jakby pytał "no i po co ją rzucałaś? teraz musisz po nią iść...".
W parku ;)
 Kilka dni później byłyśmy u cioci w Chumiętkach. Ciocia mieszka w bloku, ale nie ma żadnych zwierząt. Mieszka zaledwie 2km od nas, więc poszłyśmy pieszo. Jeśli chodzi o szczekanie, Tosia po raz kolejny mnie zaskoczyła, wydając z siebie tylko kilka pojedynczych szczeków. Cioci bardzo się spodobała, a gdy zobaczyła, jak Tosia "pozuje" do zdjęć, była strasznie zaskoczona. Ja nie widzę w tym nic dziwnego, dla mnie to naturalne, że moje psy na widok aparatu siadają i wpatrują się w obiektyw, bo przecież zdjęcie = smaczek. Tutaj za wiele do opowiadania chyba nie ma, mam nadzieję, że nie zanudziłam Was powyższymi opisami :P
 Niedawno był u nas wuja ze Szwecji. Ma sunię Zorę, trochę podobną do Tosi, tylko krótkowłosą. Zdaje się, że kiedyś o niej pisałam. Wuja bardzo lubi psy, daje Tosi lizać się po twarzy i wchodzić na kolana, a ona jest zachwycona. Zawsze, gdy do naszego domu ktoś przyjeżdża, Tosia jest strasznie podekscytowana i daję jej małą kostkę prasowaną, żeby się uspokoiła. Prawie za każdym razem działa. Gdy dałam Tosi kostkę, kiedy był u nas wuja, Tosia wspięła się wujowi na kolana i wcisnęła mu kosteczkę do ręki, więc wuja trzymał kostkę, a Tosia ją gryzła. Po pewnym czasie sunia sobie poszła, więc wuja położył kosteczkę obok siebie. Tosia, widząc to, szybko wskoczyła mu na kolana, chwyciła kosteczkę, wcisnęła wujowi do ręki i sobie poszła. Wuja potraktował to jako prezent z jej strony i wziął trochę pogryzioną kosteczkę dla swojego psa :D

To tyle. Napiszcie proszę w komentarzu, czy takie opisowe posty dobrze się czyta, czy Was nudzą, tylko szczerze! Piszę bloga dla Was i chciałabym wiedzieć, jakie macie spostrzeżenia.
A i chyba mamy z Tosią kolejny problem (choć nie można tego nazwać problemem, bo jakoś znacząco nie utrudnia życia ani mi, ani Tosi)... Tośka nie chce kłaść się na komendę w obcych miejscach...

Liebster Blog Award #1 #2 #3

W ostatnim czasie zostałam nominowała aż trzy razy do LBA. Bardzo dziękuję za wszystkie nominacje, w poniższym poście odpowiem na zadane pytania. A co to jest Liebster Blog Award?

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
Zamiast 33 osób, postanowiłam nominować tylko 11, mam nadzieję, że się nie pogniewacie :) A teraz odpowiedzi na pytania:

Najpierw odpowiedzi na pytania zadane na blogu http://daisyunka.blogspot.com/:

1. Prosiłaś rodziców o psa, czy był on w domu od początku? 
Gdy się urodziłam, mieliśmy dwa psiaki w typie ON'ków - Sarę i Timura. Niestety, Timur poważnie zachorował i odszedł za TM, gdy miałam zaledwie dwa latka, więc pamiętam go tylko ze zdjęć. Sara zmarła cztery lata później, gdy miałam sześć lat. 
Kiedy miałam trzy latka, tata przywiózł Tropka. To był "mój" pierwszy pies, choć oczywiście opieka nad nim przypadła głównie rodzicom. Gdy miałam siedem lat, kupiliśmy Tarę. Była to decyzja całej rodziny. Zawsze marzyłam o psie w domu, więc gdy w przytulisku pojawiła się Tosia, już wiedziałam, że będzie moja :) Choć rodzicie nie byli co do tego pomysłu pewni, teraz wszyscy jesteśmy do Tosi bardzo przywiązani. 
2. Skąd masz swojego pupila?
 Tarę od znajomego taty, Tropka od rodziny, która mieszkała niedaleko miejsca, gdzie pracował tata, a Tosię z przytuliska w Krobi
3. Jaki jest Twój ulubiony wykonawca muzyczny?
Z pewnością jest to zespół Hunter, poza tym Bisz, Zbuku, SBS, Szotu, Paktofonika, Bob One i wiele innych...  
4. Czy Twój pies ma rodowód
Nie, żaden z moich psów nie ma rodowodu. 
5. Czy chciałabyś swoją przyszłość poświęcić psom?
Oczywiście! Chciałabym w przyszłości brać udział w zawodach agility, ale to plany na daaaaleką przyszłość, a moim wymarzonym zawodem jest behawiorysta. Nie wiem, co z tych planów wyjdzie, ale mam nadzieję, że dojdą do skutku :) Wiem, że w przyszłości mimo wszystko nie zabraknie w moim domu czworonogów. 
6. Co sprawiło, że zainteresowałaś się kynologią?      
Sama nie wiem... Po prostu tak wyszło, od dzieciństwa uwielbiałam psy :)
 7. Czy kupujesz jakieś czasopisma o psach?
Tak, od dwóch lat prenumeruję "Przyjaciela psa", a wcześniej kupowałam jeszcze "Mój pies" i "Mój kochany pies". 
 8. Czy lubisz koty? 
Tak, chociaż zdecydowanie jestem fanką psów :)
 9. Jaki jest Twój ulubiony sport (niezwiązany z psami)?
W sumie... nie mam takiego. Nie jestem raczej sportowym typem człowieka, ćwiczę tylko z psami i na wf :DD 
 10. Wolisz zimę czy lato?
Zdecydowanie lato!
 11. Twój pies mieszka w domu czy na podwórku?
Tosia w domu, Tara i Tropek na podwórku.  

Drugą nominację otrzymałam na blogu http://goldenszastek.blogspot.com/

1. Twoje naaajwiększe marzenie?
 Nie zastanawiałam się nad tym, ale myślę, że jednymi z moich największych marzeń jest rozwijanie kynologiczniej i fotograficznej pasji, a tae wydanie własnej książki
2. Jaki jest wasz największy wspólny sukces?
 Myślę, że ogromnym sukcesem jest to, jak z dnia na dzień zmienia się Tosi zachowanie. Już tyle nie szczeka, akceptuje inne zwierzęta, potrafi ponad 30 sztuczek. Ogromnym sukcesem był również wyjazd na  Psią Akademię i udział w Psim Pokazie Talentów!
3. Gdzie widzisz swoją przyszłość albo siebie za 5-10 lat?
Nie mam pojęcia! Na pewno moja przyszłość jest związana z psami, chciałabym rozwijać się w psich sportach, agility i być może frisbee albo obi.
4. Co czułaś w dniu gdy jechałaś odebrać swojego czworonożnego przyjaciela?
Gdy do naszego domu trafiły Tropek i Tara, byłam mała, więc nie bardzo pamiętam, ale od adopcji Tosi minęło zaledwie trochę ponad rok. Pamiętam, że to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu, spełniło się moje największe marzenie.
5. Co byś zrobiła wygrywając dużą sumę w lotto?
Zapewne kupiłabym sobie nowy obiektyw do lustrzanki, część prawdopodobnie przeznaczyłambym na prezenty dla zwierzaków z przytuliska w Krobi i schroniska w Dalabuszkach, a resztę na rozpieszczanie moich pupili i zapewne coś jeszcze :D
 6. Co robisz by się zrelaksować?
Spacer z psem/psami na polach, nie ma lepszego odpoczynku :)
7. Szkolenie w specjalnym ośrodku czy na własną rękę? Dlaczego tak?
Myślę, że warto posłuchać rad osób, które znają się na szkoleniu psiaków, są bardzo przydatne, dlatego jestem jak najbardziej za, jeśli chodzi o szkolenie w specjalnym ośrodku, aczkolwiek, jeśli ktoś nie planuje jakieś dłuższej "kariery" z psem (np. agility, frisbee, obi), wystarczy szkolenie psa samemu :D
8. Najlepsze i najmilsze wspomnienie ze wspólnego życia z pupilem? 
Z Tropkiem i Tarą - długie spacery na pola we wakacje :D Z Tośką obóz, przesiadywanie godzinami w kojcu, gdy młoda była jeszcze maleńkim papisiem i mieszkała w schronisku :( , większość wspólnych wyjazdów :D
9. Miłość czy przyjaźń? 
Zależy o co chodzi, nie całkiem rozumiem pytanie...
10. Co sądzicie o modzie na "x" rasę?
Dla mnie to strasznie głupie, ostatnimi czasy jak wiadomo panuje moda na yorki i inne małe rasy, np. shih-tzu. Kompletnie tego nie kumam, jak można kupować żywe stworzenie, bo to jest teraz "w modzie", a potem, jak już się "moda" skończy, wyrzucać je. Ludzie, którzy kupują dane rasy psów, bo taka jest "moda" są kompletnie pozbawieni uczuć do zwierząt. Ja mam dwa kundelki i jestem z tego dumna.
11. Ulubiona pora roku?
Wiosna, po pierwsze, wtedy są moje urodziny, po drugie, wiosną wszystko budzi się do życia i jest tak... magicznie :)

Trzecią nominację otrzymałam na blogu http://max-psiprzyjaciel.blogspot.com/.

1. Od kiedy prowadzisz bloga?
Od 7 października 2012 roku :)
2. Jakie jest twoje hobby?
Oczywiście kynologia, poza tym fotografia, pisanie i lepienie z modeliny.
3. Jaki jest twój ulubiony kolor?
Fioletowy i miętowy, jak ściany w moim pokoju ;)
4. Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie z psem?
Pisałam wyżej :D
5. Skąd pomysł na bloga?
Lubię pisać i kocham psy, postanowiłam to połączyć :)
6. Jakie są twoje ulubione sklepy?
Nie mam ulubionych sklepów :D
7. Czy chcesz mieć więcej psów?
W przyszłości z pewnością tak, aczkolwiek teraz wystarczą mi moje trzy sierściuchy.
8. Kiedy masz urodziny?
19 maja
9. Jakie są twoje ulubione piosenki? 
Mam mnóstwo ulubionych piosenek, nie mogłabym wybrać tylko kilku.
10. Jaki jest twój ulubiony sport?
Napisałam wyżej ;)
11. Jak wołasz na swojego psa?
Na Tropka wołam "Tropek", "Tropuś", "Tropula", "Tropcio", "Tropciu", "Trupek", na Tarę "Tarka", "Tarunia", "Tarula", a na Tosię "Tośka", "Tosiula", "Tosiunia", "Żabcia", "Szczekacz", "Żabula", "Sia" :D

Uff, udało się. Bardzo dziękuję za wszystkie nominacje :)

Kogo nominuję:

1. Angela z Brytanem, Kulką, Twixem i Zuzią  
2. Milena z Rokim  
3. Ola z Chersi i Kibą 
4. Martyna z Fuksem 
5. Magda z Fibi  
6. Natalia z Luną i Acco  
7. Emilia z Bethovenem i Nero
8. Karolina z Sashą i Goyą
9. Justyna z Majkiem
10. Natalia z Ginny i Tosią
11. Natalia z Lucym

Pytania:
1. Czy byłaś kiedyś na wakacjach ze swoim psem?
2. Dlaczego wybrałaś akurat tę rasę psa?
3. Jaki był Twój pierwszy zwierzak?
4. Co najbardziej przeszkadza Ci w Twoim psie?
5. Jaki jest charakter Twojego psa?
6. Ile i jakie sztuczki potrafi Twój pies?
7. Kiedy Twój pies obchodzi urodziny?
8. Uprawiasz ze swoim psiakiem jakieś sporty?
9. Jakie były początki Twojej przygody z psami?
10. Za co najbardziej cenisz swojego czworonoga?
11. Czy chciałabyś zmienić coś w relacjach ze swoim psem?

Mam nadzieję, że pytania Wam się podobają. Jeśli nie macie ochoty brać udziału w zabawie, to nikogo nie zmuszam ;)
Jeszcze raz bardzo dziękuję za nominacje ;))   

Podsumowanie roku 2014

Jak wszyscy robią podsumowania, to ja też, a co :D
Ale najpierw kilka słów o Sylwestrze. Na szczęście minął nam bez większych niespodzianek, Tara trochę się naszczekała, Tropek jak zwykle był przestraszony, a Tośka nie zwracała na petardy najmniejszej uwagi. Szczerze mówiąc, najbardziej bałam się jej reakcji - w 2013 była jeszcze małym papisiem i mogłam z nią nawet wyjść w Sylwestra na dwór, teraz jest już starsza, ale jej stosunek do fajerwerek pozostał taki sam. Tosia z zamiłowaniem gryzła piszczącą maskotkę Mikołaja, którą dostała pod choinkę i zachowywała się, jakby w ogóle nie słyszała petard. Można by nawet pomyśleć, że ogłuchła, ale na dźwięk jedzenia wrzucanego do jej miski przybiegała od razu, więc to odpada :D
 A teraz to co wydarzyło się w minionym roku ;)

1. Tosia potrafi już 32 sztuczki, z czego jestem bardzo dumna. Może dla niektórych to niewiele, ale to mój pierwszy pies, z którym zaczęłam trenować na serio i cieszę się, że ta nauka przynosi efekty.
2. 16 września 2014 roku odeszła Lili - miała 6,5 roku. Myślę, że jak na królika to i tak sporo. W swoich ostatnich dniach Lili nie jadła, przenieśliśmy jej klatkę do cichszego pokoju, aby miała spokój. Po dwóch dniach umarła.
3. Pierwszy raz miałam okazję być na psim obozie, razem z Tosią. Na obozie wiele się nauczyłyśmy, a oprócz tego stałyśmy się sobie jeszcze bliższe. 
4. Tara dostała nowy kojec - niby taka zwykła rzecz, a cieszy :D Kojec ma dach, podwyższoną podłogę i nową budę.
5. W czerwcu zeszłego roku nareszcie doczekałam się lustrzanki, dzięki czemu na blogu pojawiły się zdjęcia znacznie lepszej jakości.
6. Poznałam wiele nowych osób i psiaków.
7. Dzięki sprzedaży figurek i biżuterii z modeliny udało mi się zebrać ponad 150 zł, które przeznaczyłam na kupno prezentów dla psiaków ze schroniska w Dalabuszkach.
8. W minionym roku miałam okazję być niestety tylko na jednej wystawie psów - PRESTIGE w Lesznie. Pierwszy raz byłam na wystawie z Tosią (oczywiście jako widzowie).
9. Rok 2014 był dla nas przełomowym rokiem - zaczęłyśmy częściej trenować, a Tosia miała okazję poznać mnóstwo nowych psiaków.
10. Blog ma już 22 obserwatorów, 16399 wejść i 328 komentarzy! Dziękuję :)
11. Tropek skończył w zeszłym roku 11 lat, Tara 7, a Tosia rok.
 Moje postanowienia noworoczne:
  • Zacząć trenować frisbee.
  • Nauczyć Tosię min. 20 sztuczek (mam nadzieję, że więcej). 
  • Oduczyć Tośkę szczekania - najważniejszy cel. 
  • Systematycznie trenować agility. 
  • Więcej z Tosią podróżować, socjalizować ją z innymi czworonogami. 
  • Nauczyć Tosię nie podchodzenia do ludzi, gdy biega bez smyczy. 
  • Nadal prowadzić bloga. 
Nie wiem, czy wszystkie uda mi się spełnić, bo z postanowieniami często tak jest, że jesteśmy pewni, że nam się uda, ale nasz zapał gaśnie wraz z obowiązkami, które nas przerastają. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się spełnić chociaż część postanowień.
Dziękuję, że jesteście ze mną, że zaglądacie i komentujecie mojego bloga, bez Was to pisanie nie miałoby sensu!

Ps. Zostałam nominowana do Liebster Blog Award na blogu http://goldenszastek.blogspot.com/ i http://daisyunka.blogspot.com/, odpowiedzi na pytania i nominacje pojawią się w następnym poście :)